Niezwykły dzień.
Obudziłam się jak zwykle myśląc o tym, jaki będzie ten dzień. Szybko naciągnęłam zwykły, czarny golf przez głowę. Jak zawsze byłam już prawie spóźniona. Spodnie, moje dżinsowe rurki, ubrałam w 30 sekund.
Pobiegłam szybko na dół narzucając torebkę na bakier. Chwyciłam zapakowane przez mamę kanapki
i szybko naciągnęłam na nogi moje martensy. Naciągnęłam na ręce kurtkę i wybiegłam zatrzaskując za sobą drzwi. Dobiegłam na przystanek w samą porę. Wskoczyłam do szkolnego autobusu i usiadłam, jak zawsze, obok mojej najlepszej przyjaciółki, Oli. Od przedszkola wszyscy nas mylili. Nie ze względu na wygląd, ani charakter. Ja mam brązowe włosy sięgające ramion, oraz zielone (kocie) oczy. Nie jestem szczupła, ale gruba też nie. Olcia jest blondynką, o mocno niebieskich oczach. Włosy sięgają jej do uszu, ukazujące kolekcję sześciu błyszczących kolczyków. Jest ona pełną życia, zwariowaną dziewczyną, nie to co ja.
Z zamyślenia wyrwało mnie jej głos:
- Słyszałaś? Jakiś Wojtek dołączy do twojej klasy. Mam nadzieję, że będzie to wysoki brunet, o zielonych oczach. Takich jak ty masz. - zapomniałam dodać, że Ola jest romantyczką.
- Bejbe, jesteś przecież zajęta, prze największe ciacho z naszej szkoły. - już dawno temu, Ola zaczęła chodzić z Kubą, niby najprzystojniejszym chłopakiem z całej okolicy.
- Masz na myśli Kubę? On już stary jest...- no przecież jest już z Olką on 2 tygodni.
Na szczęście autobus zaparkował i pan Bułka (jest tak nazwany, bo zawsze ma na siedzeniu bułkę) kazał nam wyjść. Pierwsza dzisiaj była matematyka z panią Meynor. Zapomniałam wspomnieć, że chodzę do innej klasy niż Aleksandra. Ja jestem w humanistycznej, a ona w lingwistycznej. Obie siedzimy same. Jak zawsze zaczęłam rysować mange. Od moich rysunków oderwał mnie głos dyrektorki. Podniosłam głowę
i zobaczyłam Wojtka. Nie wiem czemu, moje serce zabiło szybciej. Pani Meynor powiedziała, że mam zrobić miejsce, gdyż Wojciech ze mną usiądzie. Grzecznie to zrobiłam i powróciłam do rysowania.
Wojtek usiadł koło mnie. Miałam nadzieję, że nie będzie mnie zauważać. Gdy nagle powiedział:
- Ładna Kyoko. Jednak wyglądała trochę inaczej.- gościu na przywitanie mnie wkurzył.
- Skoro tak uważasz, to namaluj lepszą. - podałam mu kartkę i ołówek.
- Ok.- mruknął i mrugnął do mnie. Zaczął najpierw kreślić szkic. Po 10 minutach oddał mi kartkę. Namalował przepiękną Kyoko. Na dole zamiast podpisu było " Co powiesz na kino w piątek?".
Odpisałam krótko "Ok.". Oddałam mu kartkę i uśmiechnęłam się pod nosem.